03.11.2013

Ankowe progi

Za jakiś czas będę chciała Was zaprosić do pokoju mojej córy. Planujemy wymienić jej łóżko na dorosłe i zmienić nieco dekoracje. Wtedy też pokażę pokój w pełnej krasie, dziś będzie tylko kilka migawek. 

Bardzo mi się podobają wszelkie galerie, zwłaszcza takie, na które składa się coś więcej niż same obrazki. Ankowa ściana mi się podoba, ale czuję, że jeszcze nie powiedziałam tu ostatniego słowa.




Podobają mi się też wszelkiego rodzaju wieszaki i półeczki. Te pierwsze czekają na swoją kolej, natomiast półeczki są i raz po raz zyskują nową dekorację. Słoneczny aniołek to prezent dla Ani uszyty własnoręcznie przez moją uzdolnioną bratową. Ostatnio dostąpił zaszczytu i zszedł na ziemię - całymi dniami towarzyszy Ani, a noce spędza przy jej łóżku.





Jak pewnie zauważyliście, lubię Ikeę. Nie przepadam jednak za przyjmowaniem jej w dosłownej postaci, dlatego zawsze staram się nieco zmodyfikować jej produkty. Krzesełka Ani zyskały wełniane skarpetki (to znów sweter z lumpeksu - ten sam, z którego powstała poducha pokazana tutaj) i siedziska ze starego szlafroka. Tak popularne półki na książki pochodzą oczywiście z działu kuchennego - w pierwotnym zamyśle miały służyć do przechowywania przypraw. Taka biblioteczka to nic trudnego - wystarczy pomalować (lub nie) i zamocować na ścianie. Świetnie się sprawdza. 




Co do samych książek, to muszę przyznać, że jestem raczej wybredna. Nie popadam w skrajności i nie wyrzucam z hukiem książek o głupawej fabule lub jej braku, ani takich, które mają te plastikowe komputerowe obrazki - jeśli tylko Ania taką książkę polubi, wędruje ona do jej biblioteczki. Ja sama staram się jednak takich książek nie kupować - preferuję klasykę, baśniowy klimat, piękne wiersze, historie, które przenoszą dzieciaki do innego świata i sprawiają, ze wyobraźnia szaleje. Wprost kocham stare ilustracje, które same snują historie. Zachowałam wiele książek z mojego dzieciństwa, sporo z nich pochodzi z czasów, kiedy moja mama była małą dziewczynką. Darzę ogromnym sentymentem te poszarpane grzbiety, zmięte rogi, i wszystkie plamy na nich. Te książki rozwinęły moją wyobraźnię, ilustracje budziły ogromne emocje i zawsze przenosiły mnie do krainy marzeń. Tego samego pragnę dla mojej Ani. Wiele pięknie wydanych książek można też znaleźć dziś w księgarniach. Poniżej przedstawiam wam mój wybór dla niej. 










I jeszcze dodam, że Anka uwielbia audiobooki i mam zamiar na dobre wprowadzić je do naszego życia. A po cichu marzę o tym, że kiedyś w naszym domu zagości adapter z prawdziwego zdarzenia i w zimowe wieczory będziemy słuchać trzeszczących bajek. Nie dlatego, że retro jest takie modne, ale dlatego, że uwielbiam wracać do najprzyjemniejszych chwil mojego dzieciństwa.
No i niecierpliwie czekam na etap "Dzieci z Bullerbyn". Kocham je całym sercem i do dziś mam jeden egzemplarz na nocnym stoliku :-)

4 komentarze:

  1. Podoba m się Twoja wersja krzesełka. Właściwie więcej rzeczy mi się tu podoba :) ale na zbliżającą się zimę - skarpety górą !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skarpety to podstawa - zdecydowanie :-) w głowie mam już kolejne pomysły - w ruch pójdą dziecięce rajstopki. Czuję, że kuchennym krzesłom będzie w nich do twarzy :-)

      Usuń
  2. Cudnie przeistaczasz pokoik Ani! Inspirujesz nieprzerwanie :) Uczę się pilnie :) AS

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za miłe słowa :-) i jestem ciekawa, co u Twojej dziewczyny na salonach :-)

      Usuń