26.11.2013

Mikołajowe szaleństwo

Mam w domu prawie trzyletnią dziewczynkę i świadomość, że tegoroczne mikołajki i święta będą zdecydowanie bardziej świadome niż poprzednie. Od jakiegoś czasu zastanawiam się więc, jak ugryźć ten temat, którą tradycję kultywować, a jaką powołać do życia.. Dodatkowo do refleksji zmusił mnie mikołajkowy post u Polka Dot Project. Dziś zdałam sobie sprawę z tego, że po prostu nie ogarniam tematu. Jak tu zbudować misterium, gdy Mikołajowie atakują ze wszystkich stron? Jeden zawita do przedszkola już za tydzień, drugiego przyślą najpewniej dziadkowie, trzeci z korporacji (żal odmówić, impreza dla dzieciaków jest naprawdę fajna), nie wspomnę już o tym, że i my rodzice chcielibyśmy mieć w tej akcji swój udział. Mam wrażenie, że w tym wypadku nadmiar nie mnoży radości, lecz ją dzieli. Przecież nie od dziś wiadomo, że zasada "raz a dobrze" sprawdza się niemal wszędzie. I doprawdy nie mam pomysłu, co tu począć. Rezygnować z okolicznych imprez? Jak to zrobić, by w swoim małym towarzyskim światku Ania nie czuła się wykluczona? I jak sprawić, by duperele rozdawane na prawo i lewo nie psuły radości z prawdziwego prezentu? Nie twierdzę, że musi on by duży, drogi i w ogóle wow, ale niech będzie od serca, niech spełnia faktyczne pragnienie dzieciaka. Jest tu ktoś bogatszy w doświadczenie? Chętnie posłucham głosu mądrzejszych. 




Dziś mogę się bezkarnie oddawać refleksjom (i to przed 17:00 :-)), bo siedzę z przeziębioną Anką w domu. Takie jednodniowe wakacje od życia. Jutro do akcji wkraczają babcie, a ja wracam do biurowej rzeczywistości. Snujemy się z Anią w piżamach, bez wyrzutów sumienia oglądamy bajki (jak to dobrze, że mała wróciła do moich ukochanych Muminków), dziergamy, i nawet już obiad popełniłyśmy. Wybitnych uzdolnień kulinarnych nie mam, ale zdjęcie zamieszczam, bo to danie wydaje mi się fotogeniczne :-)



I dalej pozostaję w temacie kwadratów. Powstaje jeden za drugim, idzie mi coraz szybciej, coraz bardziej lubię się bawić kolorami i porządkować przy tym moje myśli. 1/3 pracy za mną. Może zrobimy zakłady - uda mi się przed świętami, czy nie uda? :-) Wiem, że zanudzam, a gotowego dzieła jeszcze nie mam, więc obiecuję, że kolejnym razem kwadraty pojawią się w nieco innej odsłonie. 








2 komentarze:

  1. Ja jestem przerażona tymi wszystkimi reklamami ,tym nawoływaniem świadomym z tv,gazet i internetu.Zgubiło to wszystko młodsze pokolenie bo dzieci jak widzą to chcą ,bo takie kolorowe i fajne ,bo ona ma a ja nie.Za moich czasów się człowiek cieszył z małej pierdołki.Pamiętam jak mama nie miała pieniędzy to robiła nam prezenty.A to czapka ,a to rękawiczki a to drobiazgi z modeliny.Pamiętam z jakim rozczuleniem sie przyglądałam modelinowej broszce :) Tęsknie za takimi momentami bo choć staram się uczyć moje dzieci poszanowania dla wszystkiego nie zawsze mi to wychodzi.Wszystko pędzi do przodu i będzie zgubne :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie da się ukryć, że to wielkie wyzwanie dla nas rodziców, i dla samych dzieciaków. Staram się wypośrodkować. Z telewizji zrezygnowaliśmy świadomie, bajki Ania ogląda bez reklam, dziecięcych gazetek na szczęście jeszcze nie czyta, ale jeśli sobie raz na jakiś czas zażyczy skarpety z Hello Kitty, nie protestuję. Ręcznie robione prezenty są cudne, też mogą być urocze i kolorowe, i tym samym cieszyć dzieciaki :-)

      Usuń